poniedziałek, kwiecień 26, 2010

czas na ten no





a teraz (w)chodźmy tam!

sobota, kwiecień 24, 2010

włosienna wyprzedzasz!

28 41 900

nie, to nie jest numer do niej
choć może warto sprawdzić...

po dwadzieścia osiem złotych lecą buty, a ich rozmiar ma być czterdzieści i jeden. Start o dziewiątej zero zero - wstajesz i dajesz!

świat cyferek, świat kobiet przeraża
ale świat wyprzedaży przeraża lepiej.

piątek, kwiecień 23, 2010

Występują:

Pani
Pan

Pani: Dzień dobry Panu, czy nie zechciałby pan udzielić mi krótkiego wywiadu?
Pan: Niech będzie.
Pani: Jak zapewne panu wiadomo, dziś obchodzimy światowy dzień książki i praw autorskich. Co pan o tym sądzi?
Pan: To dobry pomysł, szkoda, że tylko raz w roku. Jak sobie pomyślę ile dni marnujemy na świętowanie dni rzeczy zbędnych, to aż mi się niedobrze robi.
Pani: A zdradzi mi pan, kiedy pan zazwyczaj czyta?
Pan: Jak nikt nie widzi.
Pani: Czemu akurat tak?
Pan: Wie pani, bo ludzie zawsze interesują się tym co kto czyta. No i w sumie nie mam nic przeciwko temu zainteresowaniu, bo ogólnie to dobrze jak jedni interesują się innymi, ale gdyby na tym tylko poprzestali… Ale oni pytają. Pytają: „co czytasz?”. I jak odpowiesz, że czytasz książkę, to wyjdziesz na gbura, chama, prostaka. Kiedy jednak się postarasz i zdradzisz tytuł i autora i jeszcze - nie daj Bóg - dorzucisz komentarz w stylu „to bardzo fajna seria”, to ludzie się nagle odwracają, bo to ty się za bardzo wywyższasz i ostatecznie wychodzisz na gbura, z taką różnicą, że nie na gbura-prostaka, a na gbura mocno pokomplikowanego. Najlepiej czytać ulotki promujące punkty xero w różnych częściach miasta. A nuż znajdzie się xero, w którym za zrobienie odbitki jeszcze Ci dopłacą i informując o tym dookólną społeczność, można jeszcze przywrócić równowagę w świecie.
Pani: A jednak zaryzykuję i spytam co pan w tej chwili czyta?
Pan: A widzi pani, bo ja sobie rubrycelę przeglądam. To taki śmieszny kalendarz dzięki któremu wiadomo co gdzie i kiedy. Na przykład dziś piszą, że można wcinać mięso, bo jest święto świętego patrona świętej Ojczyzny. Sam jednak powstrzymam się od pokarmów mięsnych, bowiem odkryłem ostatnio paprykarz szczeciński z elementami łososia. Z resztą, noszę go w kieszeni, chce pani spróbować?
Pani: Jednak podziękuję. A skąd te elementy tego łososia?
Pan: Nie chce pani wiedzieć.
Pani: Uchodzi pan także za poetę.
Pan: Tak, to prawda.
Pani: I ma pan zapewne wiele wierszy na koncie?
Pan: Widzi pani, to jest tak, że kiedyś chciałem mieć konto pełne wierszy i właśnie dzięki temu móc zapełniać swoje konto bankowe. Ale zdarzyło się tak, że najpierw założyłem konto w banku i sprzedawszy kosiarkę i starą ruską pralkę, zapełniłem konto bez pomocy wierszy. No i mi wystarcza na to moje ascetyczne życie. Czasem mogę sobie pozwolić nawet na wyszorowanie schodów od spodu, więc nie taka już ascetyczna ta asceza. Tak proszę pani, pisarstwo stało się nagle takie zbędne… Ale nie powiem pani już nic więcej! Z resztą i tak już wyszło na jaw o co chodzi w sztuce.
Pani: Dziękuję zatem za miłą rozmowę.
Pan: Cała przyjemność po mojej stronie.

poniedziałek, kwiecień 19, 2010

l'anima

I kiedy pytam go co mam Ci powiedzieć, kiedy przypadkiem pojawisz się na drodze, odpowiada, że nic skomplikowanego, i że dobrze wie, że lubię o pogodzie i że wie, że pogoda to obszerny temat - te wszystkie chmurki, słonko, deszczyk, ciepełko, księżyc, śnieżek, szron, zawieje, zamiecie, że piździ jak chuj niekiedy; że to temat najbardziej niewinny z najbardziej niewinnych, ale o pogodzie nie! A dlaczego tego już i ja sam nie wiem.
Więc może o duszy - pytam go czy będziesz lubić duszę, lecz on zamilkł i milczy do tej pory.

niedziela, kwiecień 18, 2010

avere paura

Od jakiegoś czasu w jednym z podręczników jest tryb pasywny i najlepszym ćwiczeniem na ćwiczenie pasywności trybu i tej samej pasywności utrwalanie w swojej głowie, według autorów tego podręcznika, jest wymyślanie wypadków czy nawet katastrof, które trzeba, żeby były zmieszczone w stu pięćdziesięciu słowach, a właściwie w stu czterdziestu ośmiu, no chyba, że nie zamierzamy się podpisać i tym samym wpisać się w poczet anonimów w średnim wieku. Swoją drogą w takich wypadkach, bo to są często smutne wypadki, zazdroszczę tym z dwoma imionami i tym z dwoma nazwiskami, a niekiedy nawet tym z vonami i vanami przed nazwiskami i porządkowymi liczebnikami po!
Niestety od kiedy życie wyprzedza mnie pomysłowością, zacząłem chodzić na zajęcia kompletnie nieprzygotowany, nieprzygotowany do spraw ostatecznych (np. ds. ost.), bowiem co jak co, ale los nie jest kolegą z ławki, którego dziewczyna, jeśli tylko staniemy się w czymś lepsi od niego samego, będzie nasza. Los jest losem i ja się boję. Boję się, że nie usunę w porę odstępu po akapicie i zostanie przepaść. Wielka przepaść między mną a Tobą. Wielka dziura w głowie z brakującej bierności strony. Albo taka mała dziura, z której stary dziad wyciąga swoimi jedynymi dwoma poczerniałymi od życia zębami zardzewiały gwóźdź, myśląc, iż z tej dziury popłynie zaraz nieskończony zdrój wódki żytniej. Ewentualnie jeszcze taka średnia dziura, o taka jak np. jedna z tych co są w nosie. W moim przypadku raczej lewa jest średnia, bowiem w prawej dłubię lewą ręką, gdyż ostatnio ćwiczę dłubanie po crossie. Tak, ludzie dzielą się na dłubiących po crossie i na dłubiących po linii. Część z nich jest w grupie początkującej, pozostali w zaawansowanej.

wtorek, kwiecień 13, 2010

Kiedy się odkochujesz, bo właśnie wyczytałeś w jakiejś książce, iż jesteś na doskonałej drodze do piekielnej otchłani, w Twoim kraju jest żałoba narodowa, wszyscy pod czymś stoją i nikomu nie jest do śmiechu. A Ty robisz referat na milion stron i do niego konspekt. Najchętniej wziąłbyś kredki świecowe i pokolorował każdy ze stu konspektów zupełnie inaczej, tak aby każdy słuchacz miał coś unikalnego - jeden miałby słonia na pedallicznie różowym tle, drugi fruwającą pod niebem kozę dającą mleko do Drogi Mlecznej, a jeszcze ktoś inny miałby matkę pchającą wózek z dziesięciorgiem dzieci o piętnastu głowach i gdzieś w tle grzybiłby się grzyb atomowy. Kiedy już nadszedłby dzień wygłoszenia referatu, stanąłbyś przed grupą i oświadczył, że to wszystko jest w podręczniku między stroną sto trzy a cztery tysiące siedemdziesiąt osiem. To rzekłszy zwolniłbyś wszystkich do domu, a sam usiadłszy na wysoko osadzonym parapecie jednego z okien nieprzyzwoicie starej biblioteki, poobgryzałbyś paznokcie i podłubał w nosie...

poniedziałek, kwiecień 05, 2010

myślami ucieczka od stołu do podstołu świątecznego

et lux i mocny hux
w starym zborze trzymaj zboże

et lux perpetua
Lucek
ateist
nie cierpię
"Wielu nieświadomie dąży do tego, by cierpieć"
Władimir Lewi

w mojej głowie Twoje oczy

masz prawo i dalej nie jeździsz?
jak najdalej jeż dżdżę
po wszystkich, bo mam prawo
do niezłych jazd.