piątek, kwiecień 23, 2010

Występują:

Pani
Pan

Pani: Dzień dobry Panu, czy nie zechciałby pan udzielić mi krótkiego wywiadu?
Pan: Niech będzie.
Pani: Jak zapewne panu wiadomo, dziś obchodzimy światowy dzień książki i praw autorskich. Co pan o tym sądzi?
Pan: To dobry pomysł, szkoda, że tylko raz w roku. Jak sobie pomyślę ile dni marnujemy na świętowanie dni rzeczy zbędnych, to aż mi się niedobrze robi.
Pani: A zdradzi mi pan, kiedy pan zazwyczaj czyta?
Pan: Jak nikt nie widzi.
Pani: Czemu akurat tak?
Pan: Wie pani, bo ludzie zawsze interesują się tym co kto czyta. No i w sumie nie mam nic przeciwko temu zainteresowaniu, bo ogólnie to dobrze jak jedni interesują się innymi, ale gdyby na tym tylko poprzestali… Ale oni pytają. Pytają: „co czytasz?”. I jak odpowiesz, że czytasz książkę, to wyjdziesz na gbura, chama, prostaka. Kiedy jednak się postarasz i zdradzisz tytuł i autora i jeszcze - nie daj Bóg - dorzucisz komentarz w stylu „to bardzo fajna seria”, to ludzie się nagle odwracają, bo to ty się za bardzo wywyższasz i ostatecznie wychodzisz na gbura, z taką różnicą, że nie na gbura-prostaka, a na gbura mocno pokomplikowanego. Najlepiej czytać ulotki promujące punkty xero w różnych częściach miasta. A nuż znajdzie się xero, w którym za zrobienie odbitki jeszcze Ci dopłacą i informując o tym dookólną społeczność, można jeszcze przywrócić równowagę w świecie.
Pani: A jednak zaryzykuję i spytam co pan w tej chwili czyta?
Pan: A widzi pani, bo ja sobie rubrycelę przeglądam. To taki śmieszny kalendarz dzięki któremu wiadomo co gdzie i kiedy. Na przykład dziś piszą, że można wcinać mięso, bo jest święto świętego patrona świętej Ojczyzny. Sam jednak powstrzymam się od pokarmów mięsnych, bowiem odkryłem ostatnio paprykarz szczeciński z elementami łososia. Z resztą, noszę go w kieszeni, chce pani spróbować?
Pani: Jednak podziękuję. A skąd te elementy tego łososia?
Pan: Nie chce pani wiedzieć.
Pani: Uchodzi pan także za poetę.
Pan: Tak, to prawda.
Pani: I ma pan zapewne wiele wierszy na koncie?
Pan: Widzi pani, to jest tak, że kiedyś chciałem mieć konto pełne wierszy i właśnie dzięki temu móc zapełniać swoje konto bankowe. Ale zdarzyło się tak, że najpierw założyłem konto w banku i sprzedawszy kosiarkę i starą ruską pralkę, zapełniłem konto bez pomocy wierszy. No i mi wystarcza na to moje ascetyczne życie. Czasem mogę sobie pozwolić nawet na wyszorowanie schodów od spodu, więc nie taka już ascetyczna ta asceza. Tak proszę pani, pisarstwo stało się nagle takie zbędne… Ale nie powiem pani już nic więcej! Z resztą i tak już wyszło na jaw o co chodzi w sztuce.
Pani: Dziękuję zatem za miłą rozmowę.
Pan: Cała przyjemność po mojej stronie.

1 commentaires: