Kiedy się odkochujesz, bo właśnie wyczytałeś w jakiejś książce, iż jesteś na doskonałej drodze do piekielnej otchłani, w Twoim kraju jest żałoba narodowa, wszyscy pod czymś stoją i nikomu nie jest do śmiechu. A Ty robisz referat na milion stron i do niego konspekt. Najchętniej wziąłbyś kredki świecowe i pokolorował każdy ze stu konspektów zupełnie inaczej, tak aby każdy słuchacz miał coś unikalnego - jeden miałby słonia na pedallicznie różowym tle, drugi fruwającą pod niebem kozę dającą mleko do Drogi Mlecznej, a jeszcze ktoś inny miałby matkę pchającą wózek z dziesięciorgiem dzieci o piętnastu głowach i gdzieś w tle grzybiłby się grzyb atomowy. Kiedy już nadszedłby dzień wygłoszenia referatu, stanąłbyś przed grupą i oświadczył, że to wszystko jest w podręczniku między stroną sto trzy a cztery tysiące siedemdziesiąt osiem. To rzekłszy zwolniłbyś wszystkich do domu, a sam usiadłszy na wysoko osadzonym parapecie jednego z okien nieprzyzwoicie starej biblioteki, poobgryzałbyś paznokcie i podłubał w nosie...
Niedziela
1 tydzień temu

0 commentaires:
Prześlij komentarz