Od jakiegoś czasu w jednym z podręczników jest tryb pasywny i najlepszym ćwiczeniem na ćwiczenie pasywności trybu i tej samej pasywności utrwalanie w swojej głowie, według autorów tego podręcznika, jest wymyślanie wypadków czy nawet katastrof, które trzeba, żeby były zmieszczone w stu pięćdziesięciu słowach, a właściwie w stu czterdziestu ośmiu, no chyba, że nie zamierzamy się podpisać i tym samym wpisać się w poczet anonimów w średnim wieku. Swoją drogą w takich wypadkach, bo to są często smutne wypadki, zazdroszczę tym z dwoma imionami i tym z dwoma nazwiskami, a niekiedy nawet tym z vonami i vanami przed nazwiskami i porządkowymi liczebnikami po!
Niestety od kiedy życie wyprzedza mnie pomysłowością, zacząłem chodzić na zajęcia kompletnie nieprzygotowany, nieprzygotowany do spraw ostatecznych (np. ds. ost.), bowiem co jak co, ale los nie jest kolegą z ławki, którego dziewczyna, jeśli tylko staniemy się w czymś lepsi od niego samego, będzie nasza. Los jest losem i ja się boję. Boję się, że nie usunę w porę odstępu po akapicie i zostanie przepaść. Wielka przepaść między mną a Tobą. Wielka dziura w głowie z brakującej bierności strony. Albo taka mała dziura, z której stary dziad wyciąga swoimi jedynymi dwoma poczerniałymi od życia zębami zardzewiały gwóźdź, myśląc, iż z tej dziury popłynie zaraz nieskończony zdrój wódki żytniej. Ewentualnie jeszcze taka średnia dziura, o taka jak np. jedna z tych co są w nosie. W moim przypadku raczej lewa jest średnia, bowiem w prawej dłubię lewą ręką, gdyż ostatnio ćwiczę dłubanie po crossie. Tak, ludzie dzielą się na dłubiących po crossie i na dłubiących po linii. Część z nich jest w grupie początkującej, pozostali w zaawansowanej.

0 commentaires:
Prześlij komentarz