wtorek, marzec 02, 2010

Wyobraź sobie taką sytuację, że się zakochałeś. Ona jest piękna, przenajniezwyklejszy zapach wydziela z siebie, wzorowo siedzi w ławce dalej, doskonale dobiera kolory odzienia, odzienia skądinąd bardzo oryginalnego, bo kto dziś się potrafi dobrze ubrać i wyglądać tak kobieco jak ona w tej chwili wygląda i nie masz zmysłu, na który jej osobisty urok by nie podziałał. I chodzisz i przeżywasz w prawo w lewo w lewo w prawo z góry na dół z dołu do góry ze środka ściany lekko po skosie do prawego dolnego kąta a następnie lekki łuk zataczając do lewego konta na górze kończąc spacerem po cienkim karniszu, który mógłby się wydawać spacerem po linie nad przepaścią porośniętą elektrycznymi kaktusami, jednak Ciebie niosą skrzydła miłości, niczego innego, lecz właśnie miłości. I mija tydzień, drugi i już nikt Cię nie może słuchać, bo przecież piękno jest względne jak względny jest wzgląd na względne sprawy względności. Poganiany miotłami, zaszczuty okrzykami lub zrażony obojętnością ludu myślisz przelać swe uczucia, myśli, ale raczej uczucia na papier, a właściwie przestukać na laptok, bo kto dziś przelewa, skoro wszyscy przestukują jeśli nie przestukowują a lekkim zacięciem ku - przestukowywują. Wszystko dąży do regularnej, acz niezwykłej w swym rodzaju notki. Tak. Przychodzi ten dzień i od kilku minut po szóstej nad ranem masz w głowie ułożoną całą notkę i jak tylko wrócisz do domu, wszystko zostanie bezpiecznie ulokowane na Twoim blogokoncie.
Wracasz do domu kilka minut po dwudziestej drugiej. Oglądasz brud, któryś na twarzy przyniósł w dom. Brud wycisnąwszy obmywasz ręce albo i nie i idziesz jeść, chociaż to jedzenie, to atrapa jedzenia i czasem wydaje się, że najemy się dopiero po śmierci. Patyków i korzonków.
Po patykach i korzonkach z cichym akompaniamentem kabanosa, zagryzionych ptasim mleczkiem, przypominasz sobie, iż zaległeś z wypracowaniem. Wypracowanie piszesz, bo nienapisanie wypracowania karane bywa nawet do piątego pokolenia. W wypracowaniu udowadniasz wyższość kota nad psem i wiesz, że nikt przed Tobą jeszcze tak dobrze nie udowodnił wyższości kota nad psem. Jesteś gotowy udowodnić światu, że Bóg stworzył kobietę z żebra mężczyzny, a psa z żebra kobiety podczas kiedy kot zwisał spokojnie z drzewa jarzębinowego, lepił korale i stał ponad całym konfliktem.
Szkoda tylko, że napisawszy cały ten wywód, zdajesz sobie sprawę z tego iż pokład twórczości na nadchodzący tydzień, a jest to jeszcze bardzo długi zimowy tydzień i do tego Wielkiego Postu, właśnie się wyczerpał i nic już przez najbliższych parę dni nie zostanie napisane.
Tak oto kształtuje się hierarchia wartości. Na górze jest kot, o szczebel niżej pies, a jeszcze niżej miłość, ale kto wie, co by się stało, gdyby autor zaangażował w tekst jeszcze wiarę i nadzieję i jeszcze kilku innych aktorów...

Kota zawsze mieć chciałem i nie miałem. Psa nie miałem, bo nie chciałem. Z miłością nie wiem jak jest, ale wiem na tyle dużo, by śmiało twierdzić, że gdy Ty chcesz kota, ona chce psa.
Że zastrzelić psa?
Najpierw musiałbyś ją zastrzelić!

2 commentaires:

  1. zdecydowanie służy Panu to zabujanie.
    najbardziej rozczulił mnie kot na jarzębinie lepiący korale :)

    OdpowiedzUsuń