sobota, marzec 20, 2010

Szanowny kolego,

Widziałem dziś Ciebie wijącego się w konwulsjach i myślę, że siedzisz teraz i zastanawiasz się czy całe zajście było przypadkowe. Dlatego piszę, żeby rozwiać wszelkie Twoje wątpliwości i poinformować, iż nie, z przypadkiem miało to niewiele wspólnego. Być może nie na co dzień spotykasz się z taką sytuacją, ale chyba musiałem o mało Cię nie zabić. Ta ociężałość w działaniu, w słowach – niechęć niedzielnej poobiedniej pory, a dla ambitnych zamiarów pogarda, skłoniły mnie do podjęcia stosownych działań. A zatem dostałeś w głowę meteorem, który pędził z prędkością może nie światła… zastanawiam się co w języku idzie w parze ze światłem, ale na myśl przychodzi mi tylko „światło i gaz”, więc może dostałeś w głowę meteorem pędzącym z prędkością gazu – jak zapierdziela gaz nie wiem, ale Ty już na pewno wiesz. „Zabiłeś go, zabiłeś go!” – krzyczały kobiety, kiedy ujrzały Cię opadającego na ziemię. To był rzeczywiście makabryczny widok, choć z początku głupawo się zaśmiałem, ale to nie był mój pierwszy raz w takiej sytuacji. Choć pierwszy raz pamiętam doskonale, bowiem takich scen się nie zapomina. To było w metrze. Pewien pijany pan przeskakiwał przez bramki. Kiedy poderwał się do lotu, pomyślałem - Teraz ci się on pójdzie wyrżnąć – i dokładnie w tym samym momencie pan zawadził stopami o belkę kasownika i nawet nie zdążył wysunąć podwozia. Obaj byliśmy z resztą nieźle pijani, ale różnica między nami jest taka, że podwozie mam zawsze na wierzchu. Pan się z resztą podniósł po dwóch minutach. Dokładnie wyliczył moment. Ludzie zdążyli się przerazić. Zadać parę pytań. A co tam. A jak tam. No i się pan podniósł. Wy się zawsze podnosicie i powracacie wzmocnieni. A kobiety lamentują. Tylko jedna, widząc Twoje cierpienie po przyjęciu meteoryta i słysząc ze wszech stron dobiegające lamentowanie, rzekła – mnie też kiedyś zabili i jakoś żyję. Kobieta niezniszczalna. Oto i takie kobiety piekielnie fascynują. Być może fascynują, gdyż się ich boimy. Boimy jak tych meteorytów, które od przypadku do przypadku trafiają ludzi w głowę. Choć niektóre przelatują obok i już boimy się mniej.Trzy, cztery tygodnie gotowałem się na to wszystko. To był ostatecznie nie byle zamach. Zza pleców i z przeniesieniem całego ciężaru ciała. A i huk był. Huk chowany całymi miesiącami w szopie i wytaczany na specjalne okazje. Ludzie robią wtedy wielkie oczy, zatykają uszy i ukrywają się pod parkowymi ławkami, a co bardziej zmotoryzowani, pakują pralkę, telewizor, lodówkę i znikają gdzieś za miastem. Jest się bowiem czego bać, choć tym razem było to tylko ostrzeżenie. Następnym razem wystrzelę rakietę bezzałogową, doskonałą w każdym calu i nie ma co liczyć na to, że a nuż, odpadnie fragment pianki izolacyjnej i cały plan trafi szlag. Trafię…Trafię jeśli jeszcze raz usłyszę: „nie rozumiem po co studiować teologię”!

0 commentaires:

Prześlij komentarz