piątek, marzec 12, 2010

"O Lucifer ! Oh ! laisse moi rien qu`une fois..."

„Belle
C`est un mot qu`on dirait inventé pour elle”
z musicalu Notre-Dame de Paris.



Kiedy się zakochujesz, dosięgają Cię w różnych miejscach różne melodie z różnymi słowami. Niektóre z tych słów uważamy za całkiem mądre, inne znowu cieszą nas, bo mimo, że są napisane w obcym języku, wydają się zrozumiałe i wtedy dzieje się tak, że popadamy w taką małą pyszność, że niekiedy zakochanie schodzi na bok i to jest nawet dobre, ale ono jeszcze się o nas upomni, więc ostatecznie nie ma się z czego cieszyć.
Są nareszcie takie piosenki, które w ojczystym języku brzmiałyby idiotycznie. W obcym brzmią natomiast nad wyraz świeżo i intrygująco, a ich tekst rozumieliśmy już dziesięć lat temu, tylko, że wówczas byliśmy tak naiwni, by nie przejmować się rozterkami sercowymi bohaterów.

Kiedy się zakochujesz, a po głowie chodzi Ci słynna piosenka, z tego, jakże znanego i uwielbionego musicalu, to jesteś jednym z trzech typów osobowości. Najłatwiej byłoby, gdyby naszego bohatera wyliczył fejsbuk, ale ten nie postawił jeszcze tego pytania, a przynajmniej nie zrobił tego w języku polskim. Z resztą, kiedy już je pewnie zada, jego kompetencja będzie mocno poszerzona tak, by zadowolić jak największą liczbę użytkowników, i wielu prawdziwym mężom zostanie udowodnione, że są czwartym typem – piękną cyganką Esmeraldą, której koniec wszyscy znamy.

Ty masz jednak do wyboru Kwazi-Moda, Księdza i Rycerzyka Febusa. Wahasz się między pierwszym a drugim. Tak. Bo ich droga trudna, a szanse znikome. Z jednej strony jesteś brzydki, ale masz niski głos i fajną dziurę. Z drugiej strony, jesteś całkiem znośny, masz trochę wyższy głos, ale do Ciebie należy ten cały przybytek dookoła jak również umysły wiernych i inne takie. Jednak wolisz mieć garba. Im bardziej masz garba, tym jesteś brzydszy. Im brzydszy jesteś, tym ona jest piękniejsza. Im większe konanie, tym większe wzdychanie. Czemu nie ksiądz zatem? Ksiądz może i tak, ale wszyscy dobrze wiemy na jakie próby wystawiani są księża we francuskiej literaturze – od „Katedry Marii Panny” V. Hugo, przez „Czerwone i Czarne” Stendhala po „Dżumę” Camusa. Stanowczo lepiej mieć brzydkość na ciele i garba zamiast poduszki, choć perspektywa pojawiania się w co drugiej francuskiej książce jest rzeczywiście bardzo kusząca.
Zostaje jeszcze rycerzyk Febus, ale jak każdemu przystojnemu żołnierzykowi, który dopiero co wrócił z misji, jemu jest tak łatwo, że aż obrzydliwie nieprzystojnie prosto. Do tego wysoki, tenorowy głos. I aż dziw bierze, że dwie kobiety będą zabiegać o jego względy. Teraz siedzi ci on przed telewizorem i lata po kanałach by zatrzymać się od czasu do czasu to na meczu piłki nożnej, to na programie „Taka ryba”, choć jak na żołnierza przystało powinien raczej zainteresować się programem w stylu „Taka jatka”. Jednak jest już on na tyle skrzywiony psychicznie po którejś tam misji i nie ma nocy, żeby nie śnił mu się Wietnam, że o ile jedna z pań być może i byłaby szczęśliwa u boku sołdata, o tyle, dzieci powywieszałyby się gdzieś na poziomie zerówki.

Kiedy się zakochujesz, zastanawiasz się czy jesteś dzwonnikiem i bijesz na mszę, czy jesteś księdzem i mszę celebrujesz. To spory dylemat, bowiem w zależności od wyboru możesz mniej lub więcej. Oczywiście to bzdura. Wszyscy możecie tyle samo. Bijmy się zatem. Tak, bijmy się!
Ona jest taka piękna!

A jeśli kiedykolwiek zastanawiało Cię dlaczego fajne dziewczyny są zdobywane przez największych idiotów świata, to wiedz, że gdzie ksiądz z dzwonnikiem się bije, tam sołdat korzysta.

0 commentaires:

Prześlij komentarz