Czas feryjno-wakacyjny spędzam w pozycji pierwotno-pośmiertnej i sprawdzam się w tym całkiem dobrze. Permanentne leżakowanie przerywa mi to, że mnie czasem nosi. A zazwyczaj nosi do kuchni, bo tam taka duża torba z takimi cukierkami czekoladowymi o smaku to ananasa, to cytryny, czy wreszcie maliny. Ponieważ miłość do M. musiała przejść, aby nie grzeszyć przeciw dziewiątemu przykazaniu, myślę, że te cukierki, to jedyna rzecz, która może mnie teraz zabić. A na płycie nagrobnej napiszą, że umarł, bowiem przegiął z cukierkami. Cukierkami malinowymi. Strzeż się cukierków malinowych Ty, który tędy przechodzisz!
Ale nosi też bo jak się leży to swędzi albo i nie swędzi. Zależy od człowieka i od jego stosunku cielesnego do leżakowania. Czy pana swędzi czasem głowa? – Głowa nie, proszę pani, no chyba, że po drugiej stronie kortu kolega lub koleżanka rozgrywa decydującą piłkę i w momencie kiedy ta piłka odbija się od ziemi, zaczyna swędzieć głowa i stąd biorą się wszystkie dylematy świata. Wszelkie swędzenie ustaje jednak, kiedy odważymy się włożyć serdeczny palec lewej nogi pod prawą powiekę.
W domu panuje niesamowity spokój. Woda spokojnie szumi w kaloryferach, sąsiad za ścianą nie tyka się sąsiadki, a wszelkie złowróżbne stukanie od rur pochodzi. Jedyny zamęt wprowadza ryba. Z rybą, podobnie jak z zupą pomidorową i żółtym serem nie ma żartów. W ogóle to ta ryba jest rybą po grecku, więc już kompletna powaga, wszak myśląc o rybie myślimy o początkach chrześcijaństwa, a myśląc o tym co greckie, myślimy o początkach cywilizacji europejskiej i nie wiem jak Wy, ale ja nie zamierzam podważać swoich korzeni, bo jak raz się ta starucha wywróci, to już się może nie podnieść.
Co do ryby, to nic tak nie burzy przyjemności z jej spożywania jak ości we wnętrzu. Niektórzy powiedzą: co to za ryba bez ości? Otóż powiem Wam – kiedyś odważyłem się na zuchwały komentarz w obecności koleżanki, który brzmiał: co to za Polak, który nie pije?! Na co koleżanka mocno zażenowana odpowiedziała, że niepijący Polak. Tak samo jest z rybą bez ości Moi Drodzy. A jeśli nie jesteście w stanie wyobrazić sobie Polaka, który nie pije, to wcale mnie to nie dziwi.
To się tak dziwnie wydarza, iż dzisiejsza notka miała się zawrzeć w jednym zdaniu - o takim: dziś jadłem długo oczekiwaną rybę po grecku, a ryba ta miała w sobie ości i jeszcze nigdy farsz nie przewyższał smakiem i komfortem spożywania głównego składnika całego dania.
Rybie ości ciągną się za mną przez godziny całe i tak otoczony rybimi wnętrznościami wyczekuję utraconego południa. Nic to. Między kciukiem prawej, a palcem wskazującym lewej nogi, wpół się mydło łamie i to cudowne rozmnożenie mydła zachodzi słońce i wschodzi księżyc czyli, że dzień się kończy i notka też.
Ale nosi też bo jak się leży to swędzi albo i nie swędzi. Zależy od człowieka i od jego stosunku cielesnego do leżakowania. Czy pana swędzi czasem głowa? – Głowa nie, proszę pani, no chyba, że po drugiej stronie kortu kolega lub koleżanka rozgrywa decydującą piłkę i w momencie kiedy ta piłka odbija się od ziemi, zaczyna swędzieć głowa i stąd biorą się wszystkie dylematy świata. Wszelkie swędzenie ustaje jednak, kiedy odważymy się włożyć serdeczny palec lewej nogi pod prawą powiekę.
W domu panuje niesamowity spokój. Woda spokojnie szumi w kaloryferach, sąsiad za ścianą nie tyka się sąsiadki, a wszelkie złowróżbne stukanie od rur pochodzi. Jedyny zamęt wprowadza ryba. Z rybą, podobnie jak z zupą pomidorową i żółtym serem nie ma żartów. W ogóle to ta ryba jest rybą po grecku, więc już kompletna powaga, wszak myśląc o rybie myślimy o początkach chrześcijaństwa, a myśląc o tym co greckie, myślimy o początkach cywilizacji europejskiej i nie wiem jak Wy, ale ja nie zamierzam podważać swoich korzeni, bo jak raz się ta starucha wywróci, to już się może nie podnieść.
Co do ryby, to nic tak nie burzy przyjemności z jej spożywania jak ości we wnętrzu. Niektórzy powiedzą: co to za ryba bez ości? Otóż powiem Wam – kiedyś odważyłem się na zuchwały komentarz w obecności koleżanki, który brzmiał: co to za Polak, który nie pije?! Na co koleżanka mocno zażenowana odpowiedziała, że niepijący Polak. Tak samo jest z rybą bez ości Moi Drodzy. A jeśli nie jesteście w stanie wyobrazić sobie Polaka, który nie pije, to wcale mnie to nie dziwi.
To się tak dziwnie wydarza, iż dzisiejsza notka miała się zawrzeć w jednym zdaniu - o takim: dziś jadłem długo oczekiwaną rybę po grecku, a ryba ta miała w sobie ości i jeszcze nigdy farsz nie przewyższał smakiem i komfortem spożywania głównego składnika całego dania.
Rybie ości ciągną się za mną przez godziny całe i tak otoczony rybimi wnętrznościami wyczekuję utraconego południa. Nic to. Między kciukiem prawej, a palcem wskazującym lewej nogi, wpół się mydło łamie i to cudowne rozmnożenie mydła zachodzi słońce i wschodzi księżyc czyli, że dzień się kończy i notka też.

zdecydowanie musi Pan częściej takie wakacje mieć, żebym miała co czytać między kopertami :)
OdpowiedzUsuń