"(...) a temu, kto nie ma, i to, co ma, będzie zabrane."
Mk 4,25
Mk 4,25
Czas między godziną siedemnastą a dziewiętnastą jest mi czasem (s)traconym. Myślę, że wielu innym też, ale oni mają na to swoje sposoby. Jedni mają dziewczyny, z którymi umawiają się punkt siedemnasta pod Rotundą czy jakąś inną palmą , by już punkt osiemnasta pięćdziesiąt dziewięć powiedzieć im adieu, drudzy mają kursy językowe, z których nic nie wynoszą, za wyjątkiem oczywiście tych, którzy chodzą spać o siódmej rano, by wstać o szesnastej i umywszy zęby zacząć dzień z językiem obcym. Sam ustawiłem sobie język kultury najwyższej i najlepszego dobrego wychowania lekko po dziewiętnastej i czas między siedemnastą a osiemnastą trzydzieści spędzałem na pisaniu prac domowych, pisaniu - skądinąd - pod presją, gdyż nic tak nie motywuje artysty jak presja czasu i brak forsy na wódkę. Teraz niestety(?) atostogaujam (wakacjuję, urlopuję itd.) i żeby nie spędzać czasu w pozycji leżącej piszę...
...piszę, bowiem umknęło mi południe i teraz przysparza cierpień. Bo tak naprawdę nie do końca mam te wakacje, gdyż panowie profesorowie ustalili termin ogłoszenia wyników ostatniego egzaminu na poniedziałek, do południa. Na kiedy ustalili południe? - tego nie wie nikt.
No, ale gdzie jest moje południe? To ukochane południe, które ostatecznie dawało kres wszystkim cudownym porankom, by następnie chylić dzień ku końcowi, czyniąc go jednocześnie z każdą minutą coraz to bardziej beznadziejnym. Gdzież jesteś południe, południe do mnie wróć! A kiedy, południe drogie, wreszcie nadejdziesz, ile przyjdzie czekać do następnego cudownego poranka, poranka, w którym świat wydaje się tak niepowtarzalnie piękny? Och, nic już nie będzie takie jak dawniej, bo Ty, południe, nadejdziesz w chwili, kiedy nikt się Ciebie nie spodziewa. I wszystko się odtąd odmieni. Będzie trzeba czekać, aż panowie profesorowie zbiorą się ponownie i ustalą jeszcze raz nowy bieg dni. Na ten zryw przyjdzie nam czekać, przyjdzie może nawet czekać naszym potomnym, którym opowiadać będziemy o porankach w czasach, kiedy południe było w południe. Będziemy też opowiadać o pamiętnym poniedziałku, gdy południe przestało być w południe. Nie obejdzie się bez łez, bez krzyku. Kobiety będą padać w ramiona mężów, dzieci przywierać do matczynych spódnic. Każdy nosić będzie ze sobą opowieść o poniedziałku kiedy południe przestało być w południe aż po kres swych dni.
Południe wróć, ja Cię bardzo proszę!
...piszę, bowiem umknęło mi południe i teraz przysparza cierpień. Bo tak naprawdę nie do końca mam te wakacje, gdyż panowie profesorowie ustalili termin ogłoszenia wyników ostatniego egzaminu na poniedziałek, do południa. Na kiedy ustalili południe? - tego nie wie nikt.
No, ale gdzie jest moje południe? To ukochane południe, które ostatecznie dawało kres wszystkim cudownym porankom, by następnie chylić dzień ku końcowi, czyniąc go jednocześnie z każdą minutą coraz to bardziej beznadziejnym. Gdzież jesteś południe, południe do mnie wróć! A kiedy, południe drogie, wreszcie nadejdziesz, ile przyjdzie czekać do następnego cudownego poranka, poranka, w którym świat wydaje się tak niepowtarzalnie piękny? Och, nic już nie będzie takie jak dawniej, bo Ty, południe, nadejdziesz w chwili, kiedy nikt się Ciebie nie spodziewa. I wszystko się odtąd odmieni. Będzie trzeba czekać, aż panowie profesorowie zbiorą się ponownie i ustalą jeszcze raz nowy bieg dni. Na ten zryw przyjdzie nam czekać, przyjdzie może nawet czekać naszym potomnym, którym opowiadać będziemy o porankach w czasach, kiedy południe było w południe. Będziemy też opowiadać o pamiętnym poniedziałku, gdy południe przestało być w południe. Nie obejdzie się bez łez, bez krzyku. Kobiety będą padać w ramiona mężów, dzieci przywierać do matczynych spódnic. Każdy nosić będzie ze sobą opowieść o poniedziałku kiedy południe przestało być w południe aż po kres swych dni.
Południe wróć, ja Cię bardzo proszę!

Też nie mam sposobu. Lubiłam uprawiać seks o tej porze, ale teraz po zmianie czasu wszystko wzięło w łeb.
OdpowiedzUsuńMoje cudowne błogie popołudnia zniknęły gdy na świecie pojawił się mój syn. Teraz po pracy lecę do domu by się z nim pocieszyć i ułożyć do snu. Ale przecież to też jest błogie.
OdpowiedzUsuńA moje popołudnia są przebiegane, ale czasem zatrzymuję je na ułamek sekundy:) Patrzę w bok i zawieszam wzrok na odbitych w wodzie światłach, na tym słońcu bardziej w wodzie niż nawet na górze i myślę że w tamtym momencie nie ma od nich nic bardziej błogiego i że we wszystkich bieganiach ten krótki moment uchwycenia ciepła, koloru i światła może i jest najważniejszy:)
OdpowiedzUsuńGorzej że niektórzy biegają i zapominają się rozejrzeć;) Albo rzucają czymś w łabędzie na rzece, twierdząc, że to one ich prowokują:P