O miłości pisano wiele. O miłości mężczyzny do kobiety. Kobiety do mężczyzny nieco mniej. O rozczarowaniach miłosnych nieco więcej. Zawód miłosny. Zawód jak każdy inny. Czy to kominiarz, strażak, operator koparki, właziciel dorurowy, konstruktor ładowarek do baterii telefonów komórkowych, wciąż to samo. Nie ma więc o czym pisać.
Nie wiesz może co się stało... o kuźwa! No dobrze, ja tu jeszcze postoję. W sumie możesz iść z tym hamburgerem na Ochotę jeśli masz ochotę bo i tak szybciej dotrzesz niż ten... tak, są miejsca wolne. Jadę. Znaczy - stoję. Dobrze. Tylko nie wpuszczajcie nikogo do domu. Dalej ktoś odbiera telefon i mówi po rosyjsku, nie, nie umiem po rosyjsku. Uczyłem się trzy lata. A nie można gdzieś zadzwonić i zapytać, o której kierowca zamierza tam dojechać? Tak na stację. Dzień dobry. Albo dobry wieczór. Nie wiem, stoję w tunelu i nie widzę czy to pierwsze czy to drugie. Tak, jestem autorem bloga i nie wiem co teraz zrobić, a jedyne co mam ze sobą to sznur i żyrandol.
Dziewczyna w rogu wagonu trzyma w ręku kartki aczteryznotatkami i może jest tak, że została posłana, by przyglądać się reakcjom małp, których nauczono dążyć do nadążania i zdążania. W pewnym momencie zaczyna się przesiadać z miejsca na miejsce. I albo postanowiła przyjrzeć się każdemu przypadkowi z bliska... albo też sama nie wytrzymała pięcia-napięcia i jeszcze w tej chwili skacze po całym starym pudle w kolorach wiosny, ale tylko od zewnątrz; i wybałusza gałczęta swoje.
Kiedyś lubiłem pociągi kursujące zy-i-do(re-mi-fa?) podwarszawskich miejscowości. Później jednak ujrzałem radziecką lokomotywę. Gdybym miał taką lokomotywę, zapanowałbym nad chaosem i świat wróciłby do kształtu jaki zastała Ewa po małych korektach adamowego żebra, kiedy zwierzęta nie miały jeszcze swoich łacińskich nazwisk, ludzie nie obgryzali paznokci, a węże spokojnie zwisały z drzew, od czasu do czasu mówiąc: jedz jabłka, będziesz nagi!
Nie wiesz może co się stało... o kuźwa! No dobrze, ja tu jeszcze postoję. W sumie możesz iść z tym hamburgerem na Ochotę jeśli masz ochotę bo i tak szybciej dotrzesz niż ten... tak, są miejsca wolne. Jadę. Znaczy - stoję. Dobrze. Tylko nie wpuszczajcie nikogo do domu. Dalej ktoś odbiera telefon i mówi po rosyjsku, nie, nie umiem po rosyjsku. Uczyłem się trzy lata. A nie można gdzieś zadzwonić i zapytać, o której kierowca zamierza tam dojechać? Tak na stację. Dzień dobry. Albo dobry wieczór. Nie wiem, stoję w tunelu i nie widzę czy to pierwsze czy to drugie. Tak, jestem autorem bloga i nie wiem co teraz zrobić, a jedyne co mam ze sobą to sznur i żyrandol.
Dziewczyna w rogu wagonu trzyma w ręku kartki aczteryznotatkami i może jest tak, że została posłana, by przyglądać się reakcjom małp, których nauczono dążyć do nadążania i zdążania. W pewnym momencie zaczyna się przesiadać z miejsca na miejsce. I albo postanowiła przyjrzeć się każdemu przypadkowi z bliska... albo też sama nie wytrzymała pięcia-napięcia i jeszcze w tej chwili skacze po całym starym pudle w kolorach wiosny, ale tylko od zewnątrz; i wybałusza gałczęta swoje.
Kiedyś lubiłem pociągi kursujące zy-i-do(re-mi-fa?) podwarszawskich miejscowości. Później jednak ujrzałem radziecką lokomotywę. Gdybym miał taką lokomotywę, zapanowałbym nad chaosem i świat wróciłby do kształtu jaki zastała Ewa po małych korektach adamowego żebra, kiedy zwierzęta nie miały jeszcze swoich łacińskich nazwisk, ludzie nie obgryzali paznokci, a węże spokojnie zwisały z drzew, od czasu do czasu mówiąc: jedz jabłka, będziesz nagi!

Zwierzęta mają te nazwiska od zawsze, tylko ludzie późno je odkryli. Nie jem jabłek- nie chcę się obnażać.
OdpowiedzUsuń