pogoda. Wreszcie śnieg przybrał kolor chodnika, a nieco bardziej ocknięci przechodnie dotykają przycisków, które spełniają życzenia przejścia na drugą stronę za cenę pogłaskania. Wiele z zimowego czasu spędziłem stojąc na czerwonym świetle, bo się nikomu nie chciało... co dało mi niejedną okazję do zastanowienia się nad własnym życiem. Przemyślałem je nawet dwa razy - od urodzenia do teraz i od teraz do potem. Tak, byłem nawet w następnym wcieleniu, ale wróciłem, bo tam była kraina wiecznych lodów, tzn. północna Szwecja (tak, wreszcie dojechałem pociągiem na północ Szwecji i zapomniałem wysiąść w Kirunie, a jeśli nie wysiądziesz w Kirunie, to pociąg daje dalej po śniegach i lodach i tak daje i daje i następna stacja dopiero w Kongo). Ach, ona jest taka piękna - ta tu pogoda!
Śnieg pada. Z wysokości. Ale z takiej niższej wysokości. Z takiej, na której siedzą panowie z młotkami i łopatami. Tak, mają swoje czarne chmurki z papy, a ich biodra przepasane, dzięki czemu wiernie trzymają się kominów, przy czym ryzyko popełnienia grzechu spada, wydawałoby się, do zera.
Stoją tak na tych dachach. No dobra - wiszą w przestworzach, a rzucają oczami o chodnik. Na starych osiedlach wypatrują kolegów ze szkoły, którzy jakieś pięćdziesiąt lat uprowadzili im jeszcze wtedy piękne kobiety. I kiedy już wypatrzą, anioł z młotkiem odrąbuje od rynny największy sopel i kieruje jego spadaniem tak, by trafiła delikwenta w sam środek głowy. Anioł z łopatą za chwilę przysypie ciało grubą warstwą lepkiego śniegu. Będzie z tego niezły bałwan. Nic nie zostaje zapomniane, zatem strzeżcie się spadających sopli, o zachłanni, o niepowstrzymani!
Twarde sople na kablach i piorunochronach gromadzą się nad głowami trzech pijaków pokutujących pod Mokpolem. Od rana do piętnastej zebrali do gara cztery grosze (i ani grosza więcej), ale godziny szczytu jeszcze przed nimi. Kara młotkowo-szuflowego anioła być może ominie ich. I tylko. Każdemu z nas odrąbuje się powoli jakiś sopel. Wiem, bo stałem na czerwonym i nie jedno widziałem.
Wiosnę najlepiej przepowiadają zasiedziałe w lodówce zapiekanki dnia wczorajszego. Mielonka przybiera kształt tulipanowego kielicha i otula nieco zwiotczały żółty ser, który czeka zapylenia czerwonym keczupem. Już niedługo zlecą się do tych kwiatów owady różnorakie i już wczesną jesienią stare zapiekanki wydadzą liczne owoce, których nasiona jeszcze przed nastaniem kolejnej srogiej zimy trzeba będzie zasiać na dnie lodówki. Teraz jednak oczekujmy cierpliwie.
Śnieg pada. Z wysokości. Ale z takiej niższej wysokości. Z takiej, na której siedzą panowie z młotkami i łopatami. Tak, mają swoje czarne chmurki z papy, a ich biodra przepasane, dzięki czemu wiernie trzymają się kominów, przy czym ryzyko popełnienia grzechu spada, wydawałoby się, do zera.
Stoją tak na tych dachach. No dobra - wiszą w przestworzach, a rzucają oczami o chodnik. Na starych osiedlach wypatrują kolegów ze szkoły, którzy jakieś pięćdziesiąt lat uprowadzili im jeszcze wtedy piękne kobiety. I kiedy już wypatrzą, anioł z młotkiem odrąbuje od rynny największy sopel i kieruje jego spadaniem tak, by trafiła delikwenta w sam środek głowy. Anioł z łopatą za chwilę przysypie ciało grubą warstwą lepkiego śniegu. Będzie z tego niezły bałwan. Nic nie zostaje zapomniane, zatem strzeżcie się spadających sopli, o zachłanni, o niepowstrzymani!
Twarde sople na kablach i piorunochronach gromadzą się nad głowami trzech pijaków pokutujących pod Mokpolem. Od rana do piętnastej zebrali do gara cztery grosze (i ani grosza więcej), ale godziny szczytu jeszcze przed nimi. Kara młotkowo-szuflowego anioła być może ominie ich. I tylko. Każdemu z nas odrąbuje się powoli jakiś sopel. Wiem, bo stałem na czerwonym i nie jedno widziałem.
Wiosnę najlepiej przepowiadają zasiedziałe w lodówce zapiekanki dnia wczorajszego. Mielonka przybiera kształt tulipanowego kielicha i otula nieco zwiotczały żółty ser, który czeka zapylenia czerwonym keczupem. Już niedługo zlecą się do tych kwiatów owady różnorakie i już wczesną jesienią stare zapiekanki wydadzą liczne owoce, których nasiona jeszcze przed nastaniem kolejnej srogiej zimy trzeba będzie zasiać na dnie lodówki. Teraz jednak oczekujmy cierpliwie.

0 commentaires:
Prześlij komentarz