Mężczyzna, najlepiej w średnim wieku. Pod nim łóżko. Leży na plecach nieco przekręcony na lewo. Wyciąga rękę. Dłoń otwarta ku górze. Wyciąga. Podaje. Jakby kobiecie i już prawie ma. Ale nie. Na końcu wskazującego palca widać ususzoną kozę wydłubaną między trzecią a czwartą nad ranem. W tle dowolne, byle wolne opracowanie chorałowe Bacha. Nagle koza spada. Jest dziesiąta – usuń odstęp po akapicie.
W jednej ze swych powieści Mircea Cartarescu pisze, iż swojego czasu zapisuje cztery strony dziennie, co jest swoistym ćwiczeniem w fachu i strasznie zazdroszczę, podziwiam i się natycham (nie wiedzieć czemu Word zmienił na napycham), i trochę z pogardą patrzę na zeszłoroczne sto dziewięć notek blogowych, wśród których wiele takich, dwuzdaniowych, ale dwuzdaniowych wielo jakże krotnie złożonych. Ale czy wzbudziłbym tym zazdrość w Mircei? – nie wiem. Chciałem trochę jakby takby, żeby Mircea odpowiedział w minionym roku na pytanie „Dlaczego kochamy kobiety”. Niestety, jestem nieuważnym czytelnikiem. Nigdy się nie dowiem.
Budzę się ze snu, który jakby nie do końca jest, a właściwie był i widzę, jak pijemy z M. obiecaną sobie przed laty kawę w jednej z warszawskich kawiarni przy jednym z warszawskich placów. Być może noworoczny kac jest prorokiem, ale jest proroków dwóch. Drugi prorok, fejsjap, pisze po angielsku, więc nie rozumiem. No, ale jest rysunek, a na nim rozerwane serce. Pewnie wypiwszy kawę z M. padnę na zawał. Szkoda.
Ale budzę się jakby w dwóch umysłach. Jednym piję wspomnianą kawę. Drugim słyszę głos sąsiadki zza ściany, której mowa do syna brzmi jak japońskie ględzenie. Na ścianie w łazience po raz pierwszy w życiu widzę zacieki i co jak co, ale to nie jest żaden znak.
Kac jest istotą twórczą. Może być, że się należy, choć nic się tak naprawdę nikomu nie należy. Z minionej nocy zapamiętałem cztery rzeczy: (dobre) kluski, pokątne lizańsko, chlańsko i kolejkę do toalety. Uczestniczyłem w nieparzystych, a „nigdy więcej” to zwrot, przed którym chowam się po całym domu. Notkę tę piszę zza zasłony. Dlatego taka cicha. Dlatego taka pokorna.
W jednej ze swych powieści Mircea Cartarescu pisze, iż swojego czasu zapisuje cztery strony dziennie, co jest swoistym ćwiczeniem w fachu i strasznie zazdroszczę, podziwiam i się natycham (nie wiedzieć czemu Word zmienił na napycham), i trochę z pogardą patrzę na zeszłoroczne sto dziewięć notek blogowych, wśród których wiele takich, dwuzdaniowych, ale dwuzdaniowych wielo jakże krotnie złożonych. Ale czy wzbudziłbym tym zazdrość w Mircei? – nie wiem. Chciałem trochę jakby takby, żeby Mircea odpowiedział w minionym roku na pytanie „Dlaczego kochamy kobiety”. Niestety, jestem nieuważnym czytelnikiem. Nigdy się nie dowiem.
Budzę się ze snu, który jakby nie do końca jest, a właściwie był i widzę, jak pijemy z M. obiecaną sobie przed laty kawę w jednej z warszawskich kawiarni przy jednym z warszawskich placów. Być może noworoczny kac jest prorokiem, ale jest proroków dwóch. Drugi prorok, fejsjap, pisze po angielsku, więc nie rozumiem. No, ale jest rysunek, a na nim rozerwane serce. Pewnie wypiwszy kawę z M. padnę na zawał. Szkoda.
Ale budzę się jakby w dwóch umysłach. Jednym piję wspomnianą kawę. Drugim słyszę głos sąsiadki zza ściany, której mowa do syna brzmi jak japońskie ględzenie. Na ścianie w łazience po raz pierwszy w życiu widzę zacieki i co jak co, ale to nie jest żaden znak.
Kac jest istotą twórczą. Może być, że się należy, choć nic się tak naprawdę nikomu nie należy. Z minionej nocy zapamiętałem cztery rzeczy: (dobre) kluski, pokątne lizańsko, chlańsko i kolejkę do toalety. Uczestniczyłem w nieparzystych, a „nigdy więcej” to zwrot, przed którym chowam się po całym domu. Notkę tę piszę zza zasłony. Dlatego taka cicha. Dlatego taka pokorna.

Raz w życiu naciska się ten śmieszny, nie do końca nienazwany obszar u góry ekranu-następny blog. I proszę. Przyszłam. Chwała, niech będzie chwała, że cyberprzestrzeń nie zmusza do spacerów rzeczywistych. Kac jeszcze trzyma. Mocno. Od dób dwóch szumi w głowie mi i jest to dziwaczne uczucie- może nie trzeba było zapijać go wczoraj w nocy. Zacieki są tylko oznaką. Autor powyższego był zbędnym odbiorcą-zacieki radzą sobie same. Też sobie radźmy w nowym roku. Jak zacieki.
OdpowiedzUsuń